- James! James! Opowiedz jeszcze raz, jak tam jest? - zapytała.
Wyższy z nich odwrócił się w jej stronę i uśmiechnął szeroko.
- Chyba nigdy ci się nie znudzi, co? - odpowiedział i gotów był już zacząć, ale przerwało mu głośne parsknięcie.
- Jej może nie, ale nie wszyscy chcą ciągle słuchać tego twojego wymądrzania się! - odezwał się mniejszy, któy widocznie był też młodszy.
Chłopiec nazwany Jamesem zmroził go wzrokiem i już się nie odezwał, mimo wyrażnych próśb dziewczynki.
Dopiero wieczorem, kiedy wszyscy byli już w łóżkach, James postanowił porozmawiać z bratem. Wstał, ubrał swoje czerwone kapcie i potuptał do pokoju obok, z którego właśnie wychodziła Ginny.
- Kochanie, dlaczego jeszcze nie śpisz? - zapytała, klękając przed synem.
- Mamo? Dlaczego Al ciągle jest dla mnie taki nie miły? - zagadnął, wyraźnie smutniejąc.
Ginny westchnęła, obdarzając chłopca pokrzepiającym uśmiechem.
- Przechodzi teraz trudny okres. On też już chciałby znaleźć się w Hogwarcie - wyjaśniła.
James pokiwał głową na znak, że już rozumie i odwrócił się, by wrócić do swojego pokoju. Kiedy już się tam znalazł, usiadł na łóżku i popatrzył na swój kufer pełen książek, szat, pergaminów, piór i innych, magicznych przedmiotów. Chciałby już wrócić do szkoły, by móc dalej się uczyć. Wziął do ręki szalik w kolorach czerwieni i złota z godłem Gryffindoru. Tęsknił za przyjaciółmi, za Gryfonami.
- Albusowi nie jest przykro. On jest po prostu zły. Bardzo zły - powiedział i przytulając do siebie szalik, zasnął.